Wyszukiwarka

17.11.2014

Mocny koniec tygodnia



13.11.2014r.

Dzień 29 pt. „Haki!”

Czwartek. Bliżej niż dalej do przymusowego wolnego. Czekałem na ten trening z pewnego względu. Jakże prostego J Po prostu chciałem znowu robić martwe ciągi. Bardzo chciałem drugi raz  spróbować się w tym ćwiczeniu. Po cichu liczyłem nawet, że może uda mi się poprawić ostatni wynik. Zauważyłem, że od momentu kiedy posmakowałem przysiadów i martwych ciągów to zaczęła mnie bawić praca na coraz większym  obciążeniu. Wcześniej zwracałem uwagę na to czy dane ćwiczenie robiłem większym obciążeniem. Jednak od momentu kiedy spróbowałem martwych i przysiadów włączyło mi się parcie na poprawianie wyników chociaż w tych dwóch ćwiczeniach.
Trening zaczęliśmy od czegoś co jeszcze nie robiliśmy, a ja sam już też o tym zapomniałem. Podciąganie. Zwykłe, proste ćwiczenie, ale jakże skuteczne. Zadanie od Wiktora było następujące : zrobić 50 powtórzeń. W ilu seriach chce i mogę. Bardzo długo się już nie podciągałem więc super wyniku się nie spodziewałem. I tak też było. Umęczyłem się przy tym bardzo. Patrząc na to już po treningu stwierdziłem, że chyba lepiej by było gdyby Wiktor powiedział mi, że mam zrobić 5 serii po 10 powt. Może moja głowa by wysłała lepsze bodźce do mięśni, a te by się lepiej spisały. Oczywiście ćwiczenie zrobiłem, ale zajęło mi trochę za dużo czasu. Następnym razem sam sobie ustalę ilość serii i powtórzeń.
Następnie przesiadłem się na maszynę gdzie w pozycji siedzącej należy przyciągać do siebie obciążenie. Coś jakby wiosłowanie, ale z wysoko umieszczonymi wiosłami. Kilka razy miałem już przyjemność pracować na tym urządzeniu więc nie mogło mnie niczym zaskoczyć. Energii było dość dużo więc obciążenie było zwiększane. I to mi się podoba! Co najważniejsze! Nie można zapomnieć o ściąganiu łopatek w trakcie przyciągania ciężaru i wychylania się najdalej jak to możliwe przy wypychaniu. 4 serie po 12 powtórzeń i jestem już prawie Koksem hahah :D
Kolejnym ćwiczeniem było przyciąganie drążka w pozycji siedzącej, ale do karku, a nie do klatki. Też jest to znane mi ćwiczenie. W tym przypadku ważne jest unoszenie barków tak jakbyśmy chcieli dotknąć nimi uszu. Wczoraj robiłem barki więc to ich unoszenie było mocno odczuwalne .
Ćwiczeniem, na które najbardziej czekałem tego dnia - i nie tylko tego – był martwy ciąg. Bardzo mi to przypadło do gustu więc chciałem sprawdzić swoje możliwości na ten moment treningowy. Krótka piłka od Wiktora : „wrzucamy 90 kg”. No i wrzuciliśmy. Muszę stale pamiętać o większym zginaniu kolan i nie robieniu przeprostów. Pierwsza seria była najtrudniejsza, ale to dlatego, że miałem trudności z utrzymaniem sztangi w dłoniach. Przy ostatnich kilku powtórzeniach ciężar trzymałem na samych palcach. Na samych palcach 90kg. Jak później o tym pomyślałem to zdałem sobie sprawę, że mogłem sobie zrobić krzywdę. Wiktor dowie się o tym w trakcie czytania tego tekstu więc, spodziewałam się opr przy następnym treningu. Widział, że mam trudności z utrzymaniem sztangi więc poratował mnie hakami! I to mnie uratowało. Kolosalna jest różnica przy robieniu martwych bez i z hakami. Zupełnie inaczej człowiek podchodzi do tego ćwiczenia. Nie musi też tak bardzo koncentrować się na utrzymaniu ciężaru. Super sprawa, ale czy to nie jest takim małym oszustwem ? J Chyba nie. 4 serie po 8 powtórzeń i możemy lecieć dalej z treningiem.
Drugim w kolejności ćwiczeniem, na które czekałem były szrugsy sztangą. I tu też była praca na większym ciężarze. Tak jak przy martwych wybór padł na 90kg. Doświadczenie, które zebrałem kilka minut wcześniej zignorowałem i tym razem pierwszą serię robiłem bez haków. Znowu miałem pewne trudności z utrzymaniem sztangi. Szybko pobiegłem po haki. Pyk myk założone i człowiek od razu spokojniejszy jest na duszy, że mu ten ciężar z rąk nie wyleci J
Na koniec  trzeba się oczywiście rozciągnąć i tak też zrobiłem. Trening według mnie zrobiony dobrze! Nie dałem się tym obciążeniom heh! Ciekaw jestem co o nim sądzi Wiktor.

                                                                                                       Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                              JJ


14.11.2014r.

Dzień 30 pt. „Mały jubileusz”

Piątek, piątuniu, piątello, piątolądo itp. Mówiąc inaczej ostatni trening w tym tygodniu L Cóż jakoś będę musiał to strawić. Prawda jest taka, że przez ten cały tydzień chodziłem dość mocno zmęczony. A to wszystko przez to, że dwa dni posiedziałem trochę dłużej niż zwykle.
Ostatni trening w tygodniu więc pora na łapy. Pierwsza moja myśl ? „Przedramiona…!”. Jednak do nich jeszcze daleko. Dziś trening wyglądał trochę inaczej niż zazwyczaj więcej było dziś nowości niż starszych ćwiczeń. Nowością było robienie bicepsu na prostej sztandze. I to na tej największej. Spociłem się przy tym jak mysz. Przy każdej serii końcówka była bardzo ciężka.
Nowością było również robienie tricepsu i bicepsu na ekspanderze. Początkowo myślałem, że Wiktor sobie trochę żarty ze mnie robi. Szybko moje podejście zostało zweryfikowane przy każdym kolejnym powtórzeniu czy to na biceps czy na triceps. Kawałek naciągniętej gumy, a daje w kość. Oj daje w kośćJ Ale przecież o to chodzi :D
Kolejną nowością było francuskie wyciskanie sztangi leżąc. Wiktor powiedział do czoła więc robiłem do czoła co później można było zobaczyć na czole hehe Pierwszy raz robiłem to ćwiczenie i nie spodziewałem się, że może mi aż tak ono przypasować. Ciężar był systematycznie zwiększany, a to chyba jest najlepszy dowód, że większych błędów przy nim nie popełniałem. Asysta Wiktora również nie była mi bardzo potrzebna co tym bardziej pozytywnie wpłynęło na moje odczucia po tym ćwiczeniu.
I kolejne nowe ćwiczenie. Stajemy przy jakiejś suwnicy, mała sztanga, pozycja wyprostowana i prostujemy ręce. Dociągamy do samego końca to prostowanie po czym uginamy ręce, ale tylko do konta 90st. 50kg i człowiek czuje się jak Robert Burneika :D Swoją drogą, muszę się zmierzyć z nim na rękę hehe
Zawsze razem z łapami robię brzuch więc teraz inaczej być nie mogło. Zacząłem od robienia brzuszków wisząc głową do dołu. Uwielbiam to ćwiczenie!! Zresztą ja uwielbiam wszystkie ćwiczenia na brzuch! 4 serie po 15 powtórzeń i brzuch zrobiony! Dobrze można się zmęczyć. Drugim ćwiczeniem na brzuch były klasyczne brzuszki na piłce. Klasycznych brzuszków nie robiłem ze 3 lata, więc dnia następnego czułem te kilka serii.
Aaaaaa. Zapomniałbym! Przedramiona!! Mówiąc krótko : WYGRAŁEM!!!!!! Pierwszy raz od kiedy chodzę na siłownie udało mi się zrobić to ćwiczenie bez przerwy i bez narzekania heheh Jestem z tego powodu bardzo zadowolony, bo teraz już wiem jak ugryźć ten temat aby dobrze wykonywać to ćwiczenie! Yeaaahhhh!!! Udało mi się pokonać przedramiona! J
Dałem z siebie wszystko, a przed treningiem leciało coś takiego : https://www.youtube.com/watch?v=h_L4Rixya64

                                                                                                         Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                              JJ

12.11.2014

Poniedziałek, wtorek i środa!



10.11.2014r. 

Dzień 26 pt. „Lubię poniedziałek”

Tak dokładnie tak! Jestem wariatem! Lubię poniedziałek. Ale tylko dlatego, że w poniedziałki zaczynam kolejny dzień treningowy J I na tym mógłbym w sumie skończyć , ale przecież trening się odbył więc trzeba o nim wspomnieć.
Cały weekend myślałem o poniedziałku. Miałem sporo czasu, bo aż dwa dni wolnego, a z głowy nie wychodził mi temat przysiadów. Nastawiłem się na progres w tym ćwiczeniu. Zawsze się nastawiam, na poprawienie poprzedniego treningu, ale nie miałem jeszcze takiej sytuacji, w której aż tak bardzo pragnąłem progresu.
Na siłowni pojawiłem się wcześniej niż zwykle, bo o 15:30. Spowodowane to było zarządzeniem managera „dobra idziemy do domu”. Fajnie urwać się trochę wcześniej z pracy, jednak wolałbym wiedzieć o tym wcześniej, bo mógłbym wtedy odpowiednio wcześniej zjeść przedtreningowy posiłek. Stało się tak, a nie inaczej i na treningu byłem lekko napchany…  Nie czuję się w takich sytuacjach jakoś mega komfortowo.
Trening jednak sam się nie zrobi więc wzięliśmy się ostro do pracy. Zaczęliśmy od przysiadów bo to najcięższe ze wszystkich ćwiczeń. Jakbym miał robić przysiady w połowie  lub pod koniec treningu to myślę, że nawet połową obciążenia nie dałbym rady. Obciążenie zostało bez zmian, bo skupiliśmy się na technice. Wiktor chciał abym spróbował robić to ćwiczenie samodzielnie czyli bez jego asekuracji jak to miało miejsce tydzień temu. Jeżeli chodzi o zejście na dół to większych problemów z tym nie było, jednak podniesienie się już sprawiało mi spore trudności. Na tyle duże, że przy pierwszych kilku powtórzeniach ciężar ciągnął mnie do tyłu. Było to dość niebezpieczne więc Wiktor mnie zaczął asekurować . Nie była to taka asekuracja jak poprzednio czyli podtrzymywanie mnie abym nie tracił równowagi. Dziś polegała ona na tym, że mój trenejro stał za mną tak abym poczuł się pewniej i asekurował w trakcie podnoszenia się. W momencie kiedy ruch do góry sprawiał mi trudności wkraczał Wiktor i delikatnie pomagał mi z ciężarem. Wiedziałem już czego mogę się spodziewać po tym ćwiczeniu, więc wydaje mi się, że szło mi trochę lepiej niż poprzednio. Dziś robiliśmy już drugi raz przysiady więc z toku naszych treningów wychodzi, że kolejny trening nóg będzie okraszony pewnymi zmianami. Nie wiem jeszcze czy przysiady zostaną usunięte czy nie, ale osobiście chciałbym jeszcze spróbować się w tym ćwiczeniu, bo po dzisiejszym dni czuję pewien niedosyt…
Przysiady bułgarskie były kolejnym ćwiczeniem i w tym wypadku zwiększyliśmy minimalnie obciążenie. Niby o tylko 1 kg na stronę, ale zawsze jest to jakiś progres wagowy. Ostatnio wspominałem, że znam to ćwiczenie dość dobrze. Zapomniałem jednak dodać, że jak w domu robiłem te przysiady to kończyło się na jednej serii na każdą z nóg z 25 powtórzeniami. Obecnie robię 4 serie po 15 powtórzeń. I właśnie tu jest pies pogrzebany heheh Jak robiłem je w domu to nie czułem mocnego zmęczenia nóg po tym ćwiczeniu. Teraz po każdej z serii muszę na chwilę usiąść, bo ciężko mi się stoi.
Znaczny progres nastąpił podczas treningu łydek. Czy to na suwnicy z wypychaniem nóg czy na suwnicy Smitha. Jeżeli chodzi o to pierwsze urządzenie to progres jest o 10 kg. W przypadku tego drugiego poprzednim razem robiłem serie z obciążeniem 125kg, dziś robiłem je już ze 145kg w serii. Bardzo mi się podoba taka sytuacja J Co ciekawe przy tych 145kg gryf delikatnie zaczął  się wyginać przez co opór już odczuwalny, a co za tym idzie ciężej wykonywał się to ćwiczenie.
Jedzenie nie ulega żadnym zmianom. 4069 kcal robi swoje. Ostatni wynika na wadze pokazywał 85,4 więc można uważać, że waga zaczęła ruszać się w górę! Uffff bo już się bałem, że będziemy musieli dodawać kolejnych kcal.
Dzisiejszy wybór na kawałek przedtreningowy padł na : https://www.youtube.com/watch?v=G69jMPMOxWE
Z Katalońskim Pozdrowieniem
JJ



11.11.2014r.

Dzień 27 pt. „ W kwestii treningów nie ma świąt…”

11 listopada to ewidentnie jest dzień walki. W Warszawie walczyć pewnie będą dopiero pod wieczór. Ja też będę dziś walczył. Jednak moja walka odbędzie się trochę wcześniej, w innym miejscu i przy użyciu innych przedmiotów. Swoją walkę stoczę na siłowni, a przeciwnikiem będzie obciążenie!
Dni wolne od pracy mi nie służą… Od jakiegoś czasu zauważyłem, że kiedy nie muszę iść do pracy to po prostu zasypiam… Strasznie mnie to irytuje, bo deorganizuje mi lekko dzień. Muszę się wtedy śpieszyć , przesuwać godziny posiłków itp. Nie byłoby w tym nic złego, ale na wieczór miałem pewne plany i to zaspanie zmusiło mnie do pewnych nagięć w kwestii jedzenia.
Na siłowni pojawiłem się o 11:30, czyli o 30 min później jak planowałem. Dziś wypadał trening klatki więc nie będzie to szybka akcja. Pierwszym ćwiczeniem były pompki na drążkach z obciążeniem. Nie było ono jakieś ogromne, ale 5kg więcej robi swoje. 4 serie po 15 powtórzeń i od razu poczułem, że dodatkowe obciążenie było świetnym pomysłem. Technicznie to ćwiczenie również trochę poprawiłem. Może to była też zasługa wspomnianego wcześniej obciążenia.
Zaraz po pompkach przenieśliśmy się na ławkę, aby zrobić wyciskanie hantli. 22,5kg na stronę. Dla mnie spore woooow, bo to już jest znaczny ciężar, na którym można dobrze popracować. Końcówki każdej z serii nie obyły się bez małej pomocy Wiktora. Nadal mam trudności z uniesieniem ciężaru nad klatkę aby się dobrze ustawić. Zawsze niezbędna jest mi pomoc Wiktora. Jak już pomoże mi unieść ten ciężar do góry to nie idzie tak, źle. Również 4 serie, ale po 12 powtórzeń. Najtrudniejsze w tym ćwiczeniu jest równomierne opuszczanie i podnoszenie rąk tak aby ciężar nie fruwał jak Żyd po pustym sklepie. Jest oczywiście lepiej z utrzymaniem tej równowagi, ale sporo brakuje jeszcze do tego abym był w pełni zadowolony.
Klasyczne wyciskanie na ławce neutralnej dziś robiliśmy z mniejszym niż zwykle obciążeniem. Miało to na celu jak najlepsze wykonanie tego ćwiczenia pod kątem technicznym. W jednej serii było lepiej, w drugiej trochę gorzej jeżeli chodzi o technikę. Ciągle z tym walczę. Nie mogę pozwalać na to aby się dekoncentrować, bo wtedy technika w danym ćwiczeniu mocno kuleje… 
No i właśnie!! Sporo ludzi uważa, że chodzenie na siłownie polega na bezmózgim przerzucaniu stali z jednego miejsca na drugie. Nic tylko fizyczność. BŁĄD!!! ERROR!!! Nic bardziej mylnego! Ćwiczenie na siłowni to przede wszystkim myślenie, ruszanie głową, a nie zostawienie mózgu w szatni!! Bez głowy to  można oglądać kolejny odcinek Mody na Sukces! Nie myślisz? Nie idź na siłownie! Wiadomo, że trafiają się półgłówki, ale to są przypadki jednostkowe na podstawie, których nie powinno tworzyć się zbędnych generalizacji! Tyle w temacie!
Znalazłem jakaś starą płytę w aucie i było na niej coś takiego : https://www.youtube.com/watch?v=ZpUYjpKg9KY
Z Katalońskim Pozdrowieniem
JJ



12.11.2014r.

Dzień 28 pt. „Ciężki poranek!”

Wczoraj poszedłem dość późno spać, a dziś musiałem wstać o 5… Mój telefon leżał za blisko łóżka i przestawiłem pobudkę na 5:30. A wszystko dlatego, że dziś jest środa więc poranny trening. O jak dobrze, że poranny bo na popołudnie już zaplanowałem drzemkę :D
Jadąc na siłownie spodziewałem się ciężkiej przeprawy na siłowni, bo jestem mocno zmęczony. Rozruszałem się trochę podczas rozgrzewki i dzięki temu zrobiło mi się trochę lepiej. Endorfiny zaczęły się budzić i samopoczucie znacznie się poprawiałoJ
Pierwszą maszyną, na której dziś pracowaliśmy była suwnica Smitha i opuszczanie gryfu za głowę, bo dziś przecież barki! To ćwiczenie można skomentować w jeden sposób „jeszcze dwa… jeszcze dwa… jeszcze dwa… jeszcze dwa” :D Oczywiście to było w ramach żartów, a ćwiczenie zrobione było bardzo dobrze. Skoro Wiktor urósł o 5cm w barkach to ja też chcę :D
Następnie na tapecie były Arnoldki. Pamiętam tylko, że mega ciężkie jest to ćwiczenie. Pamięć mnie nie zawiodła hehe. 4 serie po 12 powtórzeń. 3 pierwsze serie robiłem z hantlami po 10kg, a ostatnie już 12. Skoro dyszkami źle nie szło to warto było spróbować z trochę większym obciążeniem. Opłacało się bo barki zostały mocno dojechane.
Później było ćwiczenie, które polega na trzymani się uchwyty i opuszczeniu ciała do pozycji 90 stopni i unoszeniu rąk z chwytem młotkowym. 15 powtórzeń w serii. Pierwsze dwie z obciążeniem 6kg, ostatnie z 8. Od pierwszego do ostatniego ćwiczenia bardzo czułem barki. Obciążenia były dobrze dobrane. Jakby były mniejsze to czułbym pewien niedosyt, gdyby były większe to pewnie nie dawałbym rady kończyć serii.
Jak przystało na środy zaraz po barkach należy zrobić brzuch. Skoro brzuch i środa to musi być kółko! :D Po ostatnim miałem małą pamiątkę na twarzy przez kilka dni. Teraz obyło się bez niechcianych niespodzianek. Przynajmniej póki co nic nie widzę. Muszę przyznać, że coraz bardziej podoba mi się to proste urządzenie. Odczucia przy każdej z serii są ŚWIETNE!!! Każde powtórzenie wiążę się z tym, że czuje się jak pracują mięśnie brzucha! Dla mnie nie ma nic lepszego jak to uczucie! Mówię oczywiście w kontekście treningowym! J  Drugim ćwiczeniem na brzuch były mała „gimnastyka” na TRXie.  Dość prosto można zobrazować to ćwiczenie. Pozycja jak do zwykłych pompek z tym, że nogi wkładami w pętle TRXa i wykonujemy ruch, który wygląda jak odwrócona litera V. Mówiąc inaczej podnosimy tyłek do góry i robimy coś na kształt namiotu tipi heh. Bardzo byłem ciekaw jak od zaplecza wygląda to ćwiczenie, bo ostatnio przyuważyłem Sebastiana jak je robił i widać było, że daje w kośćJ
Wczoraj przed treningiem słuchałem przez przypadek Limp Bizkit, a dziś już przypadku w doborze nie było : https://www.youtube.com/watch?v=Dn8vzTsnPps     

                                                                                                     Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                                   JJ

10.11.2014

Zaległości z czwartku i piątku



06.11.2014r.

Dzień 24 pt.  „Martwy ciąg podejście pierwsze”
Nadszedł ten wielki dzień. Dzień treningu, o którym mówią wszyscy. Dzień martwego ciągu. Mówiąc inaczej co mam zrobić, żeby za wielkiej krzywdy sobie nie uczynić hehe.
Tak jak w przypadku przysiadów ze sztangą, martwe ciągi również skupiły na sobie większość mojej uwagi. Patrząc na innych bywalców mojej siłowni w trakcie robienia martwych ciągów wydaje się to dziecinnie proste. Wręcz banalna czynność, którą może poprawnie wykonać laik. Zawsze jak obserwowałem osobę, która kuca z opuszczoną sztanga, dziwiło mnie to ogromne zmęczenie po każdej z serii.  Przecież wystarczy stać w pozycji wyprostowanej i opuścić sztangę i razem z nią zginać nogi w kolanach. Proste prawda ? Dla mnie bardzo proste… się to wydawało. Niby tylko kilka ruchów i powtórzenie zrobione, a tak naprawdę każde kucniecie powodowało u mnie poczucie jakbym robił już 100 serie… Do tego dochodziła ta niepewność. Niepewność związana z tym, że mały błąd z mojej strony może okazać się dość upierdliwym bólem przez najbliższych kilka dni.
Udało mi się wygrać tą walkę. Tylko czy wygraną było to, że dałem radę zrobić całe ćwiczenie czy może  wygraną było to, że już po ćwiczeniu mogłem się wyprostować i ogólnie nie zrobiłem sobie krzywdy? Nie wiem. Zastanawiałem się trochę nad tym po treningu i moim zdanie wygrana składa się z obu wymienionych wcześniej elementów.  Nie czuję się w tym zbyt pewnie, a już za tydzień chciałbym podnieść obciążenie. Nie wiem czy to jest rozsądne, ale przedyskutujemy temat z Wiktorem. 70 kg na pierwszy raz chyba nie jest aż tak złym wynikiem.
Żeby nie było, że czwartkowy trening to tylko martwy ciąg to przyznać muszę, że bardzo dobrze robiło mi się szrugsy:) Ale nie tak jak do tej pory czyli hantlami tylko sztangą! Nie pamiętam już czy to było 70 czy 80 kg. Najważniejsze jest dla mnie to, że bardzo dobrze mi się wykonywało to ćwiczenie mimo sporego obciążenia. Czasami sam siebie zaskakuję tym, że potrafię dźwignąć większe ciężary. Wiem, że dla niektórych są to małe obciążenia, jednak dla mnie  czyli gościa który na siłownie chodzi od 5 tygodni jest to jakiś tam wyczyn, który sprawia mi sporą satysfakcje.
Dwoma nowymi ćwiczeniami było ściąganie na suwnicy gryfu za głowę z szerokim chwytem oraz ściąganie na tej samej suwnicy gryfu  do klatki piersiowej z wąskim podchwytem. Jeżeli chodzi o pierwsze z tych ćwiczeń to było dla mnie dużo trudniejsze niż to drugie. W drugim za to najgorsze było to, że bardzo czułem przedramiona…. A wiadomo jak wygląda u mnie sprawa z przedramionami… Oba ćwiczenia po 4 serie i 15 powtórzeń.
Dzisiaj przed siłownia leciało https://www.youtube.com/watch?v=rxuodY-c0yU

                                                                                                Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                             JJ
PS. Nadal czuję poniedziałkowy trening nóg!




07.11.2014r.

Dzień 25 pt. „Zmiana organizacji dni treningowych”
Wraz ze zmianami w grafiku Wiktora, zmianie uległy również dwa dni treningowe. Dokładnie chodzi o zamianę soboty z piątkiem. Wygodniej będzie mi jeździć na siłownie po pracy w piątek niż w soboty. Chociaż jestem pewien, że pojawię się w kilka sobót by zrobić jakiś dodatkowy trening J
To, że dwa dni zostały zamienione ze sobą nie zmienia faktu, że ostatni trening w tygodniu przypada na ręce brzuch. Trening rozpoczęliśmy od pompek na drążkach. Ćwiczenie już mi znane bo miałem przyjemność w ten sposób męczyć tricepsJ 3 Serie po 15 i przechodzimy do kolejnego urządzenia. Wybór padł na bramkę i robienie tricka na suwnicy. Opisywałem już kiedyś to ćwiczenie. Stajemy plecami do suwnicy, łapiemy gryf czy co tam jest wygodne, naciągamy go nad głową tak aby ręce były ugięte w stronę suwnicy i prostujemy je co prostych rąk. 3 serie po 12 i zrobioneJ! Pamiętam jak dziś kiedy robiłem pierwszy raz to ćwiczenie. 20 kg obciążenie dawało mi nieźle popalić. Teraz serie robię już z 50 kg obciążenia J Nie ma nic przyjemniejszego kiedy mamy taki przyjemny i namacalny dowód na to, że treningi nie idą na marne!!! :D
Jako, że blisko bramki jest modlitewnik to z niego skorzystaliśmy żeby nie chodzić za daleko hehe W tym przypadku nie pamiętam dokładnie z jaką wagą zaczynałem, ale obecnie jest ponad 35 kg J Wiem jedno, na bank jest więcej niż było na początku i to mnie cieszy :D Ktoś może pomyśleć gość się cieszy ze wszystkiego heh A co mam płakać jak widzę progres ? :D
Zaraz obok była zwykła ławka, więc ustawiliśmy oparcie w pozycji 75-80 stopniach i robiliśmy biceps. Obustronne podnoszenie hantli. Szybkie podnoszenie wolne opuszczanie. Łapy chce wyrwać z korzeniami. Ból! Dosłownie ból! Pierwsze seria robiona 10 kg na stronę i 10 powtórzeń. Chcieliśmy sprawdzić jak będzie szło to ćwiczenie. W kolejnych dwóch było już 12 kg i 8 powt. Zajechałem sobie bicepsy dobrze. Czułem palenie przy każdym ruchu ręką. I pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy po tym ćwiczeniu to „ciekawe jak jutro będę ruszał rękoma”.
Oczywiście nie mogło się obyć bez przedramion. Poprzednie ćwiczenie były dla mnie prawdziwą mordęgą więc Wiktor postanowił stworzyć mi przyrząd, na którym są ćwiczy w domu. Konstrukcja prosta. Pasek do jogi z jednej strony przywiązany do talerza, a z drugiej do małego gryfu. Ćwiczenie polega na nawijaniu i odwijaniu tego paska z talerzem na ten gryf. Fajnie, że zmieniliśmy ćwiczenie, bo tamte były dla mnie koszmarem. Niefajnie, bo i tak jest to dla mnie bardzo trudna partia. Na początku to zwijanie jeszcze jakoś szło, ale już końcówka to jest walka z samym sobą. Odwijanie wcale nie jest prostsze niestety! Zaczęliśmy od 5 kg, potem zmniejszyliśmy do 3,75 i później do 2,5 :/ Wstyd! Kaszana, załamka! Jeszcze Wiktor mnie dobił mówiąc, że on robił z 10kg obciążenia hahah :D
No aaa brzuch to dwie nowości :D Pierwsza totalny kosmos !! Wiszenie na drążku głową do doły i robienie brzuszków :D Normalnie jakbym Rocky’ oglądał ! Świetna sprawa! Tylko polecam podłożyć coś miękkiego pod nogi bo jednak masa ciała robi swoje i nogi w kontakcie z drążkiem trochę cierpią. Ręcznik owinięty na drążku i można śmigać aż miło! Drugie ćwiczenie robiłem przy użyciu TRXa. Nogi włożone w te pętle i postawa jak do pompek, jednak zamiast pompek przyciągamy kolana do klatki z lewej i z prawej strony. Znałem trochę inną wersję tego ćwiczenia. Bardziej stabilną :P A na TRXie trochę trzeba było powalczyć  z równowagą.
Przede mną dwa dni przerwy więc mam trochę czasu na regenerację i żeby ogarnąć coś w domu :P
Dzisiaj zamiast przedtreningowego kawałka mam coś takiego :D  https://www.youtube.com/watch?v=Q-8hOKNbtxg
                                                                                                    
                                                                                                       Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                                       JJ

5.11.2014

Kolejny zbiór kilku dni



        03.11.2014r.

Dzień 21 pt. „Mocne rozpoczęcie listopada”

Aby cały miesiąc był udany pod kątem treningów należy dobrze go rozpocząć. Moim zdaniem tak właśnie było. Po dwóch dniach przerwy, aż rwałem się do treningu nóg. Zaraz po pojawieniu się na siłowni powiedziałem Wiktorowi, że musimy ostro przytyrać nogi!
Na początku było ważenie! I jest progres! Nosz w mordę jest progres heheh Cały kilogram na plusie! Śmiać mi się chce jak pomyślę o tej mojej wadze w porównaniu do ilości żarcia. Na samym początku byłem pewien, że przy stale zwiększanych ilościach jedzenia moja podskoczy do góry jak Marcin „El Testosteron” Najman po kopniakach Pudziana! No jemu te skoki jakoś lepiej szły niż mi. Jednak fakt jest taki, że udało się wrzucić ten kilogram, a o to nam przecież też chodzi.  Ciekawe jest w tym to, że waga poszła do góry po dorzuceniu 10g tłuszczu  i 30 g sera twarogowego.
Po historycznym ważeniu, zrobiliśmy rozgrzewkę, a następnie … <werble> PRZYSIADY!! Słynne przysiady ze sztangą!! Tyle się o nich nasłuchałem, że ciekawości mnie zjadała jak to z nimi faktycznie jest. Ćwiczenie to robimy zamiast przysiadów z pomocą tego kombajnu.  Według wyliczeń Wiktora i Sebastiana na kombajnie robiłem serie z ok. 105 kg. Nie będziemy zaczynać klasycznych przysiadów z takim obciążeniem bo bym się złożył w pół jak scyzoryk. Zaczęliśmy od 60kg, aby wybadać jakie są moje możliwości w tym zagadnieniu. Poszło całkiem ok, więc decyzją Wiktora było podniesienie ciężaru o kilka kg. Nie pamiętam ile to było dokładnie, ale końcowa waga stanęła chyba na 75 kg. Jeżeli wprowadzam w błąd to wielkie sorka, ale wtedy w głowie miałem tylko następne powtórzenie, a nie ile kg jest na sztandze. Po podniesieniu wagi było znacznie trudniej i nie obyło się bez asekuracji Wiktora. Jak na pierwsze moje przysiady to jest zadowolony, bo jeszcze jakiś czas temu nawet bym nie pomyślał, że jestem w stanie podnieść taki ciężar.
Prawda jest taka, że te przysiady przysłoniły mi cały trening. Nie to, że się obijałem czy coś w tym stylu. Dałem z siebie totalnie wszystko! Jednak najbardziej w pamięci utkwiły mi właśnie przysiady.
Następnym ćwiczeniem były również przysiady, ale tym razem padło na bułgarskie. Znam to ćwiczenie dość dobrze, ale nie wiedziałem, że tak to się nazywa. 4 serie po 12 powt. i 8 kg na stronie. Oj lekko nie było heh no ale przecież dałem radę!
Tak się zastanawiam co to będzie z moimi nogami w środę. Z doświadczenie jaki już nabyłem wiem, że we wtorki źle nie jest, więc muszę poczekać do środy.
Kolejne ćwiczenia znamy już z poprzednich treningów. Jednak na łydki zastosowaliśmy jedno ćwiczenie, które wszyscy dobrze znają. Spinanie łydek poprzez stawanie na palcach. Oczywiście z obciążeniem. Postanowiliśmy urozmaicić to ćwiczenie i zastosowaliśmy różne układy stóp w serii. Pierwsza seria stopy na zew., druga na wprost, trzecia stopy do środka. Podczas układania stóp do środka należy uważać na to żeby nie upaść!
Jako, że waga poszła w górę to nie zmieniamy nic w kwestii jedzenia. Moje codzienne menu jest niezmienne więc nie ma chyba po co się znowu o tym rozpisywać :P
W kwestiach muzycznych dziś na tapecie było : https://www.youtube.com/watch?v=z1cL5J9bW2U             
                                                                                                      Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                                  JJ



         04.11.2014r.
Dzień 22 pt. „Mogło być lepiej feat. dla kogo Kinga się tak ubrała ?! :D”

Wczorajszym dzień był okraszony dobrze zrobionym treningiem. Dojechałem się każdym możliwym ćwiczeniem. Dziś robiliśmy klatkę więc spodziewałem się kilku nowości. I tak właśnie było. Pierwsze ćwiczenie i totalna nowość. Pompki na poręczach! Kiedyś dawno, dawno  temu robiłem je w jakimś tam zakładzie z kumplem. Pamiętam, że nie było to wcale takie trudne. Dziś się okazało, że tamte pompki to był jeden wielki fail z mojej strony. Niby takie proste ćwiczenie. Wystarczy opuszczać i podnosić się na rękach z podkulonymi nogami. Szkoda, że wtedy nie wiedziałem jak należy trzymać nogi, jak powinny być ułożone ręce i co robić aby nie gibać się jak przysłowiowy Rezus heh! Ćwiczenie zrobiłem, ale nie obeszło się bez pewnych problemów. W szczególności z utrzymaniem odpowiedniej równowagi. Jako wcześniejszy zapaleniec ćwiczeń bez obciążeń bardzo lubię właśnie takie, w których jedynym urządzeniem i obciążeniem jest nasze ciało. Kiedyś wystarczało mi to w 1000%. Od miesiąca mam już trochę inne do tego podejście.
Nie mogło się również obyć bez butterfly’a. Jednak tym razem trochę w innej formie. Poprzednie dwa treningi na tej maszynie były na dopompowanie. Niewielkie obciążenie i powtórzenia do odciny mięśniowej. Dziś robiłem 3 serie po 15 powtórzeń. Zacząłem od 35kg gdyż nie miałem punktu odniesienia do poprzednich treningów. Ciężar okazał się łatwy do okiełznania więc podniosłem obciążenie o 10 kg. 45 kg nie było też ogromnym wyzwaniem, więc w ostatniej serii dorzuciłem kolejne 10kg  i skończyło się na 55. Ostatnie 5 powtórzeń było już dość dużym wyzwaniem i nie obyło się bez małej pomocy.
Wczoraj zaczęliśmy z wysokiego C. Dziś nie mogę tego samego powiedzieć o końcu treningu…  Niestety, ale chyba lekko zlekceważyłem ciężar podczas wyciskania na ławce neutralnej. Nie wziąłem też pod uwagę faktu, że jestem już po sporej ilości serii na klatkę i wcale nie musi być tak kolorowo. Niestety nie było. Ciężar mnie pokonał. Nie był on jakiś ogromny.... Ćwiczyłem już nawet na większym, ale było to na początku treningu. Niepotrzebnie dorzucałem dodatkowe obciążenie do tych 50 kg. Ja wiem, śmieszna to waga. Jednak mając na uwadze poprzednie ćwiczenia i ich obciążenia, mi wcale do śmiechu nie jest. Chciałem się poprawić i to mi się nie udało. Mam nauczkę! I też wiem jak zachować się podczas kolejnego treningu klatki! Więcej takiego błędu już nie popełnię. I niestety ta sytuacja rzuciła cień na cały trening. Teraz będę miał do siebie pretensje, że mogłem inaczej to rozegrać, ale może potrzebowałem takiego mini kopa.
Czuję dziś już wczorajszy trening nóg. Spodziewałem się, że dopiero jutro się odezwą, a tu mały psikus hehe Skoro już dziś dają o sobie znać, to trochę boję się pomyśleć co to będzie jutro :D  Myślę, że gorzej jak pierwszą środę po nogach nie będzieJ
Temat jedzenia nadal jest niezmienny….
Przed treningiem leciało coś takiego: https://www.youtube.com/watch?v=-uOy5ceN_tE

                                                                                                  Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                              JJ



          05.11.2014r.

Dzień 23 pt. „Podskoczyło ciśnienie”.
Nie, nie nie! Nie pokłóciliśmy się z Wiktorem. Nic z tych rzeczy!
Środa: pobudka 5:00, ogarnianie się, jedzenie i w drogę na siłownie. 7:03 jestem na miejscu. Szybkie przebieranie i jedziem z workout’em !! Pobiegane i rozgrzane i ciśniemy z barkami J
Dziś trochę pokombinowaliśmy z nowościami. Na pierwszy ogień poszła suwnica Smitha i opuszczanie sztangi za głowę. Pierwszy raz to robiłem więc pierwsza seria była taką na wybadanie tematu. I znowu nie zwróciłem uwagi na obciążenie. Wiem tylko, że zwiększaliśmy je. Mimo, że ćwiczenie wykonuje się na suwnicy to nie jest ona jakimś magicznym ułatwieniem.
Później przesiedliśmy na zwykłą ławkę i na niej robiliśmy „Arnoldki”. Przyjemna nazwa, ale mniej przyjemne są ostatnie powtórzenia w każdej serii hehe. Początek jest dość łatwy, ale im dalej w las tym człowiek musi się mocniej namachać. Kolokwialnie mówiąc: WCHODZI!! Oj wchodzi mocno! Ale przecież o to w tej naszej zabawie chodzi haha!
Kolejne ćwiczenie może wyglądać dość śmiesznie, ale na bank efekty są lepsze niż wygląd. Stajemy sobie koło jakiegoś uchwytu/drabinki. Stajemy po to aby się go złapać. Jak już mocno trzymamy to nogi stawiamy na wysokości tego uchwytu i prostujemy rękę. Jak już to zrobiliśmy to nasze ciało znajduje się w pozycji 45 może 50 stopni. W wolną rękę bierzemy hantelek i unosimy wyprostowaną rękę. Nie ma co brać jakiś ogromnych ciężarów, bo są tego ćwiczenia 4 serie po 15 powt. Więc raptem kilka kilo może dać dobry wycisk. Nowe ćwiczenie, które musiałem wyczuć po swojemu, ale większej filozofii do jego robienia też nie trzeba. Proste, a skuteczne bo barki czuć już po kilku powtórzeniach.
Następnie przeszliśmy w miejsce zaopatrzone sporą ilością hantli. Zwykła ławkę ustawiamy sobie pod kątem 25/30 stopni. Kładziemy się na brzuchu tak aby nam ręce swobodnie opadały. Bierzemy znowu niewielki ciężar i unosimy ręce na boki. Pracujemy barki!! Wydaje się proste prawda? Tylko się wydaje!! Ostatnie powtórzenia są mordęgą totalna!!
Nie zmieniając miejsca zmieniamy tylko ustawienie oparcia ławeczki. Siadamy wygodnie tak aby plecy opierały się o oparcie. Hantle z niewielkim ciężarem i unosimy ręce na boki! Pamiętamy o tym aby łokcie były wyżej niż nadgarstki!! Wiktora ulubione ćwiczenie bo do odciny!! Odcina miała u mnie miejsce po 80 powtórzeniach! Wiktor dziś po treningu barków powiedział „Widzisz! Obciążenie wcale nie musi być bardzo duże żeby dało w kość”. No ma facet racje!
Dziś był również trening brzucha i to z nim jest związane to ciśnienie z tytułu. Pierwsze ćwiczenie robiliśmy z kółkiem do ćwiczenia brzucha. Jackie Chan jeszcze mówić na mnie nie można więc robiłem to ćwiczenie na kolanach. Strasznie trudne to jest. Nie do nie zrobienia, ale mega ciężkie. Po każdej z serii moja twarz wyglądała jak wnętrze arbuza! Oczy wyglądały jakbym ze 3 dni płakał non stop. 4 serie tego było po (aż) 15 powtórzeń. Im niżej się opuścimy tym bardziej czuć brzuch, ale nie tylko. Moim zdaniem to, ćwiczenie działa również na ręce, barki i plecy bo te wszystkie partie czuję!
Później przeszliśmy do maszyny do spięcia brzucha! 4 serie po 12 powt. i mniejsze niż zwykle obciążenie, bo… „ma być baaaardzo ładnie zrobione, bez opuszczania na dół”. Zrobione! Sporo mniejsze obciążenie, a czułem się jakbym robił z większym niż poprzednio. Można powiedzieć : Trening skończony!!
I teraz może o tym ciśnieniu.  Jak już się ogarnąłem i wykąpałem po treningu wyruszyłem w podróż do pracy. Niby tak jak co środa( no może nie licząc tego, że jakiś cep mi auto wózkiem porysował). Wróciłem do pracy i idę robić sobie jedzenie. Herba idealna rzecz do posiłku więc poszedłem nalać wody. Traf chciał, że nad kranem mamy lustro… Patrzę, a na gębie mam jakąś wysypkę… Przystawiłem japę do tego lustra i widzę, że to nie jest żadna wysypka czy inne krostki tylko malutkie czerwone plamki na całej twarzy… Pierw nie wiedziałem co jest 5, ale po chwili skojarzyłem, że może to być powiązane z tym ćwiczeniem na brzuch… A dokładnie zabawa z tym kółkiem… Jak dla mnie to są ślady po tym wysokim ciśnieniu, które miałem podczas powtórzeń z kółkiem ( czerwona buzia i łzawiące oczy). Inaczej wytłumaczyć tego nie potrafię. Mam tylko nadzieję, że to zejdzie, bo średnio mi się uśmiecha chodzić z taką wykropkowaną gębą hahah :D Zobaczymy!
Prawie zapomniałem o dzisiejszym Power Song :D https://www.youtube.com
/watch?v=co6WMzDOh1o
                                   
                                                                                                 Z Katalońskim Pozdrowieniem
                                                                                                                              JJ
PS. Oooooo moje nogi!!